Na początku lat 90’ w Polsce jak grzyby po
deszczu zaczęły działać różne lichwiarskie instytucje i osoby, które pożyczały
pieniądze na procent. Prawdziwa bieda spotykała osoby, które się wtaki dług
„wkopały” i nie spłacały potem długów. Padały one ofiarami tak zwanych
„windykatorów”, którzy nachodzili, grozili, kradli a niekiedy nawet bili. Są
znane nawet przypadki zabójstw dłużnika. Do tej pory w wyszukiwarkę internetową
dość często wpisywana jest fraza ”windykacja zastraszanie”. Czy windykatorzy na
prawdę powracają do metod, które znajdują się poza prawem lub na jego granicy?
Ekstremalna próba odzyskania długu za pomocą pobicia, najścia, uszkodzenia
ciała czy groźby śmierci jest niewątpliwie bardzo skuteczna, ale równocześnie
nielegalna. Groźby takie należy zawsze zgłaszać na policję. Zdarza się czasami
niestety że policja współpracuje z takimi właśnie wierzycielami, jednak jest to
proceder bardzo mocno zwalczany. Oprócz drastycznych środków odzyskiwania
długów, istnieją o wiele mniej uciążliwe, ale wciąż nielegalne metody, których
ofiarami swego czasu padało bardzo wielu dłużników. Bezprawnie złożoną groźbą,
może być zapowiedź wszczęcia postępowania karnego przeciwko dłużnikowi na
podstawie oskarżenia do wyłudzenie lub oszustwo. W niektórych przypadkach i
odpowiedniej formie można wspomnieć że zostanie złożone zawiadomienie do
prokuratury o podejrzeniu popełnienia oszustwa, ale nie wolno zapowiadać
wprost, że dłużnik trafi pod sąd i pójdzie siedzieć. Jeżeli ktoś ma dług, nie
oznacza bowiem od razu, że jest oszustem – brakuje przesłanek że zaciągnął dług
z zamiarem nieuregulowania należności. W straszeniu sądem w postępowaniu
cywilnym lepiej nie starszyć. Był przypadek, że wierzyciel został skazany na
wyork więzienia w zawieszeniu, za to że groził dłużnikowi że go „wykończy” i
ten „pójdzie do paki”.
Nielegalne
jest również upublicznianie informacji o zadłużeniu, oraz grożenie takimi
czynnościami, jest to grożenie zniesławieniem i podlegać może pod kodeks karny.

ciekawe i pouczające
OdpowiedzUsuń